Co to jest guilty pleasure i dlaczego się tego wstydzimy?
Guilty pleasure to termin, który zadomowił się na dobre w popkulturze i codziennym języku. Oznacza coś, co sprawia nam przyjemność, ale jednocześnie budzi w nas poczucie winy lub wstydu. Dlaczego? Bo te przyjemności często nie są społecznie akceptowane, uważane za banalne, infantylne, kiczowate czy po prostu „nie na miejscu”. A przecież to, co daje radość, nie powinno być źródłem wstydu.
Według psychologów uczucie winy wynika z dyskomfortu między tym, kim jesteśmy, a tym, kim chcielibyśmy być postrzegani. Oglądanie reality show, słuchanie popowych hitów z lat 90. czy zajadanie się chipsami o północy mogą kłócić się z naszym wizerunkiem jako osoby wyrafinowanej, ambitnej, zdyscyplinowanej. A przecież nikt z nas nie żyje tylko dla ideałów. I dobrze!
Najczęstsze guilty pleasures – czyli co tak naprawdę kochamy potajemnie
Lista guilty pleasures jest niemal nieskończona i bardzo indywidualna, ale są pewne rzeczy, które pojawiają się szczególnie często. Oto kilka z nich:
- Oglądanie seriali klasy B – tasiemce, reality shows, telewizyjne produkcje niskobudżetowe. Wiemy, że to nic wielkiego, ale… wciągają, czasem aż za bardzo.
- Jedzenie fast-foodów i słodyczy na potęgę – mimo że na co dzień staramy się żyć zdrowo, czasem dajemy się skusić na cheeseburgera, paczkę chipsów czy kubeł lodów.
- Słuchanie „obciachowej” muzyki – Britney Spears, Backstreet Boys, Modern Talking? Jeśli znasz tekst każdej piosenki na pamięć, jesteś w dobrym towarzystwie.
- Przeglądanie plotkarskich portali i tabloidów – życie celebrytów kusi dramatem i błyskiem fleszy. Kto by nie chciał zerknąć, co słychać u Kardashians?
- Granie w proste gry mobilne – Candy Crush, Farm Heroes, Wordle – niby dla dzieci, a potrafią pochłonąć godziny.
Czy guilty pleasures są naprawdę „złe” dla nas?
To, co traktujemy jako guilty pleasure, wpływa na nasz nastrój, relaksuje, może nawet redukować stres i napięcie. W psychologii mówi się, że drobne przyjemności, nawet te postrzegane jako banalne, są ważnym elementem dobrostanu psychicznego. Pozwalają “zresetować” mózg, oderwać się od obowiązków i oczekiwań.
W rzeczywistości, dopóki nasze guilty pleasure nie szkodzi zdrowiu lub relacjom, nie ma powodu, by się go wstydzić. Wręcz przeciwnie – może to być kanał do samopoznania i wyrażenia autentycznych potrzeb. Może też pomóc odnaleźć wspólny język z innymi – bo prędzej czy później okaże się, że nie jesteśmy sami w swojej „wstydliwej przyjemności”.
Dlaczego warto akceptować swoje guilty pleasures?
Ukrywanie własnych przyjemności to często wynik presji społecznej i kultury „self-improvement”, która każe nam ciągle się rozwijać, być produktywnymi i profesjonalnymi. Ale prawdziwa siła tkwi w akceptacji siebie – również tej mniej doskonałej wersji. Lubisz oglądać komedie romantyczne z lat 2000? Świetnie! A może nie potrafisz zasnąć bez odcinka „Keeping Up with the Kardashians”? To też jest w porządku. Bycie sobą, także w swoich ucieczkach od codzienności, pozwala na większą autentyczność i luz w relacjach z otoczeniem.
A poza tym – kto powiedział, że gusta mają być zawsze „wysokie”? Nasze preferencje są unikalne i to one właśnie czynią nas ludźmi, a nie robotami z perfekcyjnym życiem.
Jak przestać się wstydzić swoich małych przyjemności?
Kluczem jest zmiana narracji – zamiast traktować je jako coś zawstydzającego, pomyśl o nich jako o self-care. Oto kilka sposobów na pogodzenie się ze swoimi guilty pleasures:
- Przestań oceniać siebie według cudzych standardów. To, że znajomy uważa disco polo za dno, nie znaczy, że musisz się z nim zgadzać.
- Uznaj swój gust za coś wartościowego. Nie wszystko musi być ambitne. Czasem po prostu ma być przyjemne.
- Dziel się swoimi upodobaniami. Gdy otwarcie mówisz o swoich pasjach – nawet tych wstydliwych – otwierasz się na autentyczne relacje z innymi.
- Zmniejsz wewnętrzną presję bycia „idealnym”. Nikt nie jest robotem. Każdy z nas potrzebuje chwili oddechu, także w formie serialowego maratonu czy lodów z bitą śmietaną.
Guilty pleasure w popkulturze – nie jesteś sam!
Nie bez powodu guilty pleasures stały się tak popularnym motywem w filmach, piosenkach i mediach społecznościowych. Gwiazdy coraz częściej dzielą się swoimi nieoczywistymi zachowaniami, pokazując, że nawet ci superstylowi, atrakcyjni i wpływowi też mają swoje „małe grzeszki”. Ryan Reynolds przyznał się do oglądania The Bachelor, a Emma Stone nie kryje słabości do Spice Girls. Im więcej się o tym mówi, tym bardziej normalne stają się takie zachowania.
To także pokazuje, że bycie autentycznym jest nowym trendem. Pokazywanie siebie „bez filtra”, również w swoich przyzwyczajeniach, przynosi poczucie wspólnoty i ułatwia budowanie relacji. Bo może i lubisz oglądać telenowele z lat 90., ale hej – być może twoja najlepsza przyjaciółka też je kocha!
Czy guilty pleasure może stać się pasją?
Oczywiście! Wiele wielkich pasji ludzi zaczynało się od drobnego guilty pleasure. Ktoś, kto zaczynał od bezmyślnego grania na telefonie, może zainteresować się projektowaniem gier. Ktoś inny, kto uwielbiał plotkarskie portale, może napisać scenariusz do serialu opowiadającego o życiu influencerów. Nasze „wstydliwe” przyjemności mogą być drogą do odkrycia talentów, nowych zainteresowań, a nawet zmiany ścieżki zawodowej.
Nigdy nie wiadomo, co dla nas może być twórcze i inspirujące, póki nie pozwolimy sobie to dostrzec. Dlatego tak ważne jest, by nie deprecjonować swoich zainteresowań, tylko je przyjmować – a może nawet celebrować!

Mam na imię Zosia i jestem redaktorką w magazynie Świat i Ludzie. Z pasją poruszam tematy związane z modą, zdrowiem i codziennym stylem życia, starając się inspirować do świadomych wyborów i dobrego samopoczucia. Uwielbiam odkrywać nowe trendy, testować kosmetyczne nowinki i dzielić się sprawdzonymi poradami, które mogą ułatwić życie każdej z nas.